13 sierpnia 2017

531. Selatrað

Selatrað*. Niewielka osada na zachodnim wybrzeżu Eysturoy. Liczba mieszkańców - 37 osób. Nawet trzy razy dziennie do osady dojeżdża bus linii nr 440. Trzeba tu jednak użyć trybu przypuszczającego - dojedzie, jeśli poprosimy o to telefonicznie. W linii prostej z Tórshavn to nawet niedaleko - ledwie 17 km. Ale żeby tam dotrzeć, trzeba objechać kilka fiordów oraz gór, przebyć dwa tunele i nagle droga wydłuża się do niemal 80 km.


Dlaczego warto tam zajrzeć? Choćby po to, żeby pospacerować po farerskim lesie. Z drzewami, które ledwie mieszczą się w kadrze, wygiętymi w najrozmaitsze kształty przez fareskie wietrzysko. Żadne tam karzełki czy niepozorne krzaczory. Nie są to może okazy rodem z kaliforniejskiego Parku Narodowego Sekwoi, ale jak na farerskie warunki założona w roku 1913 plantacja w Selatrað (i trzecia do wielkości na Wyspach) robi wrażenie! Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ponad 60% jej drzewostanu zniszczył huragan w 1988 roku.


Przepięknie położony kościół wzniesiono w roku w 1927. Była to pierwsza na Wyspach sakralna budowla o betonowej konstrukcji.


Domki w Selatrað rozsypane są po okolicznych wzgórzach co jest dość nietypowym układem jak na farerskie osady. Ciasno zbite domostwa w ten sposób wzajemnie chronią się przed farerskim żywiołem. Miejscowe pole kempingowe pomieścić może 20 kamperów i 10 namiotów.


Niegdyś osada tętniła życiem. Prom łączący Streymoy z Eystruoy pływał między Selatrað i Hósvík. Pewien rozdział w historii Selatrað zakończyło otwarcie w roku 1973 przeprawy "Brúgvin um Streymin" - 220-metrowego mostu łączącego Oyrarbakki z Nesvík, fragment drogi krajowej nr 10.

* Selatrað - lęgowisko fok (selur - fokowate + trøð - pastwisko), czyt. selatra (pomijamy nieme ð)

5 sierpnia 2017

Ale wiatr ósemka chyba dmie w organy na Eysturoy

Południowy skraj wyspy Eysturoy. Przylądek Neshagi. Skręcamy z drogi nr 95 prowadzącej do Nes w wąski pasek asfaltu prowadzący ku fermie wiatrowowej jakich wiele na Farojach. Ta jednak wyróżnia się czymś niezwykłym.

Ferma wiatrowa w Neshagi, Eysturoy

Gdybym napisał, że dmucha tam całkiem konkretnie, popadłbym w banał (zresztą gdzie na Wyspach nie hula wiatr, oj - i drugi banał). Od banalności daleki jest pomysł jak wykorzystać fundament jednej z potężnych turbin przewróconej przez nawałnicę. Ściągnąć panów z młotem pneumatycznym i dokończyć dzieła zniszczenia rozpoczętego przez siły natury? Nic z tych rzeczy. Z zadaniem tym zmierzyła się firma architektoniczna EYA. W efekcie powstała konstrukcja łącząca cechy organów z latarnią.


Kilkadziesiąt rur różnej długości o średnicy 20 cm wykonanych z nierdzewnej stali zespawano ze sobą i osadzono na ocalałym fundamencie, tworząc coś na kształt okrągłego wiatrołapu z wylotem skierowanym na południe, w stronę Nólsoyarfjørð i Tórshavn. Dla gości, którzy zbłądzą w swojej farerskiej wędrówce w tak nietypowe miejsce czeka wewnątrz ławeczka i schronienie przed wiatrem. A także organowy koncert grany przez siły natury. Tak, tak - w otaczające nas rury dmie wiatr generując tony zależne od jego kierunku i siły.


Ale to nie koniec esturojskich zaskoczeń. Konstrukcja z rur przy wschodzie i zachodzie słońca, jeśli pozwoli na to szczelna czapa chmur, odbijając promienie słońca, zamienia się w coś na kształt latarni morskiej.

Po trzech latach od oddania tych nietypowych organów wyglądają one niemal jak nowe. No, może da się zauważyć kilka ukąszeń wszędobylskiego wiatru szalejącego zimową porą. Wynik starcia Natura - Farerska Inżynieria okresliłbym póki co jako remisowy.

EYA - Arkitektur og design i jej szef Eyðun Eliasen mają na swoim koncie wiele innych nieszablonowych projektów. Takie jak choćby wystawienie kilku tysiąclitrowych zbiorników na wodę, aby wprowadzić nieco światła w krótkie zimowe dni na deptaku w centrum Tórshavn czy efektowne oświetlenie masztów na fermie wiatrowej w Húsahagi nieopodal stolicy.


Połączenie gry świateł i dźwięku wyzwalanego siłą naturą z widokiem na Nólsoy i otwarty ocean pozostaje w pamięci na bardzo długo. Niebanalne miejsce, poza ubitym (póki co bardzo delikatnie) farerskim szlakiem.

23 lipca 2017

Fjørutrøll

Miejskie legendy (jak ta o czarnej wołdze) nie są niczym nowym. Rolę podobną do tajemniczego dżentelmena w samochodzie z przyciemnionymi szybami pełniły w dawnych czasach trole. Jak choćby ten ze znaczka pocztowego o nominale 19 koron.


Przed wiekami straszono nim zapewne dzieci, podobnie jak całym szeregiem podobnych przerażających stworzeń z galerii pogańskich wierzeń. Wywołany strach miał zbyt ciekawskie dzieci (i niektórych dorosłych) zniechęcać do wybierania się w wysokie góry, na plaże przy wysokiej fali czy na skraj klifów. Ciężko stwierdzić czy nasi przodkowie istotnie wierzyli w mary, plażowe trole, rusałki czy też powstały one w celach wychowawczych.

Jedno z dawnych podań opowiada o trollu, który porwał mieszkające w Hattarvík dziecko. Jego śladem udał się stary mężczyzna, któremu udało się uratować malucha stojącego przy skraju klifu. Trol-porywacz czmychnął zaś do morza.

Ptasie klify na Fugloy w pobliżu Hattarvík

Bohater dzisiejszego wpisu widywany był dość często po zmierzchu na hattarvíckiej plaży. Olrzymi fjørutrøll* porośnięty był wodorostami i pokryty licznymi otoczakami. Każdy jego krok wprawiał ziemię w drgania, a powstały hałas przypominał odgłos kamieni młyńskich. Wzrostem przewyższał najwyższe budynki w osadzie.

Hattarvík na Fugloy otoczone jest kilkusetmetrowymi wzgórzami, a od morza oddzielają je wysokie klify, których wysokość dochodzi do ponad trzystu metrów. Wąską plażę często obmywają wysokie fale. Nawet współcześnie rejs na Fugloy, wysiadka w Kirkji czy Hattarvíku i okrzyk pana z obsługi jump! pozostają na długo w pamięci.

* fjerutroetl - fjøra (plaża) + trøll - trol

17 lipca 2017

Marra

Straszenia znaczkami wydanymi przez Postverk Føroya ciąg dalszy. Tym razem na spokojny sen nie pozwoli nam postać ze znaczka o nominale 11 koron.

Tytułowa marra, znana w polskim folklorze jako zmora, przybywa nocą, często pod postacią chudej, bladej niewiasty z długimi czarnymi włosami ubranej w nocną suknię. To tylko pozory. Marra jest tak naprawdę wstrętnym potworem czekającym tylko na to, aby swoimi patykowatymi, długimi paluchami porachować nam zęby w trakcie snu. Dokonanie tego wyczynu ma dla śpiącego fatalną konsekwencję - śmierć.


Niekiedy zmora zadowala się tylko złośliwym zakłócaniem ludziom snu. Podkrada się ona w nocnej porze do ludzkich siedzib, a umiejętność prześlizgnięcie się przez najwęższe szczeliny tylko to ułatwia. Skacząc po brzuchu pogrążonej we śnie ofiary, wywołuje u niej koszmary - stąd ich angielskie określenie nightmare. W słowiańskim folklorze oskarżano zmory również o plątanie włosów śpiących ludzi, czym tłumaczono powstawanie kołtunów.

Marra nie poprzestaje na uprzykrzaniu snu ludziom. Często ujeżdżała też konie, które gospodarze znajdowali nad ranem skrajnie wyczerpane i pokryte potem.

Nie do końca znane jest pochodzenie marry. Niektóre źródła podają, że są to dusze niespokojnych dzieci, które na noc opuszczają swoje ciała.

Problemy ze snem nie znają granic, stąd też istnienie marry, zmor i podobnych nadnaturalnych istot w wielu ludowych wierzeniach. Jedno z najstarszych nordyckich praw wprowadzonych wraz z chrześcijaństwem nakładało grzywnę, na każdego kto przybiera postać marry, by po nocach skradać się do cudzych domostw i zakłócać spokojny sen mieszkańców.

Zanim zaczniecie obawiać się o spokojny sen tej nocy, drobna rada. Znane są sposoby obrony przed marrą. Wystarczy przy łóżku postawić but lub przybić do łóżka podkowę, co skutecznie zablokuje marze drogę na szczyt łóżka. A nam zapewni spokojny sen. Góða nátt!

15 lipca 2017

Niðagrísur

Niðagrísur - (folklor) duch nieślubnego, niochrzczonego lub zamordowanego dziecka, bezkształtna istota prześladująca swych rodziców do czasu otrzymania imienia

Za słownikiem sprotin.fo
W folklorze wielu krajów przewija się motyw zmarłych przyjmujących zwierzęce postacie, które w formie duchów błąkają się po świecie żywych. W farerskiej tradycji istnieje przekonanie, że dzieci zamordowane tuż po urodzeniu lub przed przyjęciem chrztu przenikają do naszego świata jako niðagrísur*. Pod postacią malutkiej istoty, nie większej od wełnianej włóczki, prześladują one swoich rodziców przede wszystkim z jednego powodu - braku imienia. Imię pozwala wyróżnić nas z ogółu społeczeństwa, dzięki niemu zostawiamy ślad w urzędniczych rejestrach, pozostaje w pamięci po naszej śmierci. Dziecko, które nigdy nie posiadało imienia, tuła się po zaświatach, wykluczone ze świata żywych, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z jego krótkiego życia.


Niðagrísur po otrzymaniu imienia i zaznaniu długo wyczekiwanego spokoju powraca na zawsze do świata zmarłych. Określenie tej istoty pochodzi ze złożenia słów niða - oznaczającego ciemność, będącego przeciwieństwem błogosławionego życia - oraz grísur - świnia, co związane jest z faktem, że istota ta, pozbawiona imienia, nigdy nie stała się w pełni osobą.

Jeden z kamieni leżących w pobliżu miasteczka Skála na Eysturoy nosi nazwę Loddasasteinur (Głaz Loddasa). W dawnych czasach w jego pobliżu często można było spotkać niðagrísura. Jeden z podirytowanych tym faktem mieszkańców pobliskiej osady przy kolejnym spotkaniu rzucił krótkie Hasin loddasin (Ech, ty loddasie!). Zjawy nigdy później już nie widziano. Najpewniej uznała ona zwrot loddas za swoje imię. W farerskich słownikach próżno szukać słowa loddas.

Dostając przesyłkę z dalekich Wysp Owczych można się nie lada wystraszyć zerkając tylko na górny prawy narożnik pocztówki lub koperty. Seria znaczków farerskiej poczty autorstwa niezawodnego Edwarda Fuglø prezentuje straszliwe istoty z farerskich wierzeń.

* nyjagrujsur (niða - ciemność / księżyc w nowiu + grísur - świnia)

8 lipca 2017

514. Mjørkadalur

W dolinie Mjørkadalur*, w pobliżu krętej górskiej drogi Oyggjavegur łączącej Tórshavn z Kollfjarðardalur, znajdują się budynki, w których raczej nie chcielibyście dać się zamknąć. Chyba nie dociera tu poczta, bowiem Mjørkadalur nie ma przypisanego kodu pocztowego, ani zameldowanych mieszkańców.

Kwietniowy pejzaż z widokiem na Kalbaksfjørður

Historia baraków w Mjørkadalur sięga lat 60-tych poprzedniego stulecia. W samym środku Zimnej Wojny, w roku 1963 na pobliskim szczycie Sornfelli uruchomiono potężne NATO-wskie radary systemu Distant Early Warning Line, a w Mjørkadalur zakwaterowano wojskowych z NATO obsługujących radary.

W styczniu 2007 roku wyłączono wojskową instalację na Sornfelli. Z baraków w Mglistej Dolinie wyprowadzili się żołnierze z jednostki ISCOMFAROES sprawującej wojskową pieczę nad farerskimi wodami terytorialnymi i przestrzenią powietrzną. W roku 2002 podczas skromnej uroczystości klucze do budynków przekazano havnarskiemu burmistrzowi.

Kopuły radarów widoczne na szczycie Sornfelli

Od roku 2011 część dawnych wojskowych budynków pełni funkcję farerskiego aresztu, do którego trafiają także przestępcy z krótkimi wyrokami. Na Wyspach Owczych, cieszących się z bardzo niskiej przestępczości, nie ma "prawdziwego" więzienia, a areszt pomieścić może zaledwie dwunastu osadzonych. Nieliczni skazańcy karę odbywają w Danii. Wcześniej areszt mieścił się w Tórshavn, a przeprowadzkę wymusiła pleśń panosząca się w poprzednim budynku.

* - czyt. mjeszkadalur - mjørki - mgła + dalur - dolina

2 lipca 2017

Annika í Dímun

Los nigdy nie był przychylny Annice z Dímun. Jej ojciec, szeryf w Sandur, przegrał ją w karty. Mimo faktu, że była już wcześniej zaręczona, zmuszono ją do ślubu z rolnikiem z Dímun. Jak podaje farerska legenda, Annika zabiła swojego męża, a z jednego z parobków uczyniła swego kochanka. Za swój występek została skazana na karę śmierci. Udało jej się zwerbować trzech mężczyzn, którzy przez trzy lata skutecznie strzegli do dzisiaj trudno dostępnej wyspy Stóra Dímun. W końcu jednak jeden z obrońców zdradził Annikę. Kobietę pojmano i przetransportowano do Tórshavn, gdzie wykonano karę.

Seria znaczków wydana przez farerską pocztę w roku 2011

Niektórzy badacze dopatrują się podobieństwa legendy o Annice z Dímun z historią Anny Isaksdatter, którą utopiono w Tórsavn w roku 1664 za kazirodztwo. Wyrok sądu nie wspomina jednak nic o zabójstwie, w legendzie zaś nie pojawia się kwestia kazirodztwa. Od legend nikt jednak nie oczekuje dokładnego oddania faktów.

Mimo zbrodni jakiej dopuściła się Annika, farerskie podanie dalekie jest od jej potępienia. W chwili pojmania prosiła o zaopiekowanie się jej synem i podawanie mu codziennie rano kubka mleka. Jej ojciec zaś, na pytanie Anniki w co powinna się ubrać wybierając się na miejsce skazań, odparł "Nie ma to znaczenia, nie wybierasz się przecież na ślub".

Annika í Dímun jest tragiczną i jedyną kobiecą postacią w tej opowieści. Jej ojciec przegrał ją w karty, zdradził ją jeden z mężczyzn mających bronić wyspy, zaś ekipą, która miała pojmać i przetransportować ją do farerskiej stolicy był jej własny brat. Dzięki doprowadzeniu rodzonej siostry przed oblicze kata sam miał uniknąć kary śmierci.

Stóra Dímun, na którą z poziomu morza dostać można się tylko w dwóch miejscach

Za zabójstwo męża Annikę í Dímun utopiono w Tórshavn. Jej bujne, spięte w warkocz włosy nie pozwalały jej ciału utonąć. Musiano więc je ściąć, aby w pełni wykonać sądowy wyrok.

Legenda opisuje Annikę jako kobietę niezwykle piękną i kochającą swojego syna, kobietę zdradzoną przez tych, którym zaufała. Tę tragiczną historię przypomniała farerska poczta wydając w roku 2011 znaczek zaprojektowany przez Edwarda Fuglø.