28 czerwca 2016

Pocztówki z Mykines


Wprowadzenie łódki do suchego doku  z nabrzeża otoczonego wysokim bazaltowymi ścianami wymaga niemałego wysiłku.


Myczyneski kościół konsekrowany w 1879 roku, kryty darnią i otoczony cmentarzykiem z nagrobkami z nazwiskami zatartymi przez wiatr i deszcz.


Wszechświat Mykines w miniaturce - model w skali pobliskiego domu. Na jego tyłach znajduje się nawet mała łódka.


Lądowisko dla helikopterów zapewniające łączność z resztą świata w zimowych miesiącach, gdy zawieszane są codzienne kursy promu z Sørvágur.

W roku 1971 bożonarodzeniową pocztę musiał na Mykines dostarczyć helikopter duńskiej marynarki wojennej. Wzburzone morze nie pozwalało na przyjęcie żadnej łodzi w tutejszej przystani. Awaria silnika zmusiła załogę do spędzenia Świąt Bożego Narodzenia na najbardziej na zachód wysuniętej wyspie archipelagu. Ekipa mechaników przybyła z odsieczą na dwóch maszynach Sikorsky S-61 dopiero 28 grudnia. 2 stycznia warunki pogodowe poprawiły się na tyle, że udało się naprawioną maszynę poderwać do lotu.


Zainteresowanych myczyneskim wszechświatem odsyłam na olivant.fo/~mykines - prawdziwej encyklopedii o tej Kropce ginącej na mapach w oceanie błękitu. Kropki zamieszkałej przez dwadzieścia osób, kilkanaście tysięcy owiec i kilka milionów ptaków.

23 czerwca 2016

Nie zobaczysz góry z jej szczytu

Każda przebyta do końca droga prowadzi dokładnie donikąd. Wdrap się na górę tylko tyle, by sprawdzić, że jest górą. Nie zobaczysz góry z jej szczytu.

Frank Herbert – Diuna

Góry może i nie zobaczę, ale ze szczytu Sornfelli (749 m n.p.pm) fiord rozdzielający Vágar i Streymoy oraz meandryczną drogę do Vestmanny z pewnością.

20 czerwca 2016

567. Skarvanes

Po kilku miesiącach przerwy nadszedł czas, aby powrócić do naszej niespiesznej wędrówki po farerskich osadach - dzisiaj pora zabłądzić do Skarvanes*.



Na Farojach nie brakuje osad widm, domostw porzuconych na skutek tragicznych zdarzeń czy kwestii ekonomicznych. Jednym z miejsc zagrożonych taką przyszłością jest położone na południowo-zachodnim brzegu Sandoy Skarvanes.


Bohater dzisiejszego wpisu liczył w roku 2008 czterech mieszkańców, większość domów widocznych na zdjęciach w dzisiejszym wpisie stoi więc pusta.

Wjeżdżając do osady dostrzec można zachowany dawny młyn wodny na strumyku spływającym z pobliskiego Gjófelli*. Młyn tego typu służył przed laty w wielu miejscach na Farojach do mielenia ziarna, a napędzać go mogła już niewielka ilość wody.



W okolicy osady znajduje się głaz zwany Kyriusteinar*, który w dawnych czasach pełnił funkcję kapliczki. Dla mieszkańców Skarvanes, którzy wybierali się w drogę i opuszczali swoje domostwa było to ostatnie miejsce, z którego widać było lokalne miejsce modlitw. Przechodząc obok głazu rzucali przez ramię kamyczek i wypowiadali wezwanie Kyrie eleison.


Jeden z obrazów Diðrikura á Skarvanesi, Wikimedia Commons

Skarvanes znane jest na Farojach za sprawą Díðrikura á Skarvanesi - XIX-wiecznego malarza, który mieszkał w tej obecnie wymierającej osadzie. Na swoich obrazach uwieczniał m.in. farerskie ptactwo. Do czasów nam współczesnych zachowało się tylko pięć jego prac, które podziwiać można na stałej ekspozycji w Muzeum Sztuki w Tórshavn. Díðrikur jest pierwszym farerskim malarzem znanym historykom sztuki. Był też samoukiem - nie posiadał żadnego artystycznego wykształcenia.



Warto zbłądzić boczną, krętą, wąską, dziurawą (prawdziwa rzadkość na Farojach!) drogą nr 37 do Skarvanes nie tylko po to, aby podziwiać piękną panoramę Skúvoy, a przy odrobinie szczęścia dojrzeć na horyzoncie odległe Stóra Dímun i Lítla Dímun, a nawet Suðuroy.



Jest też powód jeszcze istotniejszy: w Skarvanes poczuć można odchodzącego już ducha prawdziwie głębokiej farerskiej prowincji. I choć na chwilkę zostawić za sobą zgiełk wielkich miast, pęd za do końca nie wiadomo czym. I tak po prostu być tam, postać w miejscu, raczyć swoje oczy wszelkimi odcieniami zieleni, żółci i błękitu, a swoje uszy głęboką ciszą...


* - nazwę osady wymawia się skarwanes, oznacza ona po farersku Przylądek Kormoranów (skarvur - kormoran czubaty + nes - przylądek). Ptaki te były niegdyś częstym widokiem w tych okolicach.

* - nazwę wzniesienia wymawia się dżefehtle

* - nazwę wymawia się czyrjustajnar

17 czerwca 2016

Wspaniała niewspółczesność


Allt, sem þjóðin átti og naut
Allt, sem hana dreymur
Allt, sem hún þráði og aldrei hlaut
Alþýðustakan geymir
All that the nation had and enjoyed
All that it dreams of
All that it longed for and never had
Is kept in folklore
Wszystko co naród posiadał i czym się cieszył,
Wszystko o czym śni,
Wszystko czego pragnął, ale nigdy nie osiągnął,
Wszystko to zapisane jest w tradycji.

Fragment utworu Nation Týra (cytat z wiersza Steingrímura Baldvinssona í Nesiego) z albumu Valkyrja (2013) dedykowanego Islandczykom oraz pamięci Ingólfura Júlíussona z zespołu Q4U

Piękne podziękowanie złożone w kilku słowach dla sąsiadów z Północy wyznających podobne wartości i żyjących w podobnym, niespiesznym tempie. Po swojemu, trochę obok...


P.S. Dziś Islandczycy świętują Dzień Niepodległości (Lýðveldisdagurinn), zwany także Sautjándinn (siedemnastym) a na pokładach samolotów Icelandair pasażerowie raczeni są lodami na patyku. Tego właśnie dnia w 1944 roku w dolinie Þingvellir (miejscu, gdzie niegdyś zbierał się islandzki parlament Alþing) proklamowano Republikę Islandii.

Pomnik Jóna Sigurðssona stojący od 1910 roku na Austurvöllur przed budynkiem islandzkiego parlamentu

Wybór daty nie był przypadkowy - 17 czerwca to dzień urodzin Jóna Sigurðssona (1811-79) wielkiego patrioty islandzkiego, Ojca Niepodległość wyspy wulkanów, lodowców, gejzerów (nawet takich z zaworem), kwadratowych burgerów, lodów z żytnim chlebem, pól golfowych, muzeum penisa, rajdów samochodowych z jedną ekipą w klasie 2WDlopapeysy, litery ð, która ma głos, której reprezentacja psuje humor Christianowi Ronaldo, parków dla elfów, maskonurów, fermentowanego rekina, importowanego Prins Pólo w sklepiku w Ólafsvíku, ... (mógłbym tak wymieniać do jutra)

14 czerwca 2016

Áfram Ísland!

Zakrzyknijmy wszyscy dziarsko - Áfram Ísland! Do boju Islandio!

dv.is

Wątku futbolowego na Farerskich Kadrach ciąg dalszy. Oto bowiem jesteśmy świadkami historycznej chwili. Reprezentacja Islandii w Piłce Nożnej* wybiega właśnie na murawę Stade Geoffroy-Guichard w Saint-Etienne, aby meczem z Portugalią zainaugurować swój pierwszy w historii występ na futbolowej imprezie rangi mistrzowskiej.

Niewiele zabrakło, aby Islandię podziwiać już na brazylijskim mundialu w roku 2014. Drugie miejsce w grupie eliminacyjnej (okazali się gorsi jedynie od Szwajcarów) dało im prawo walki w barażach, które przegrali z Chorwatami.

Przyczyn awansu Islandii (kraju zamieszkanego przez nieco ponad 320 tys. ludzi) należy upatrywać nie tylko w fakcie rozszerzenia formuły mistrzostw do 24 drużyn. Dzieci w ojczyźnie gejzerów trafiają pod opiekę trenerów z licencją UEFA klasy A i B, coś czego mogą im pozazdrościć nawet wielkie futbolowe nacje. Warto w tym miejscu przytoczyć interesującą statystykę - przy 800 islandzkich trenerach z licencją UEFA współczynnik "trener piłkarski na mieszkańca" wynosi 1 trener na 411 Islandczyków. W Niemczech (aktualny mistrz świata) współczynnik ten wynosi 1 trener na 81... tysięcy Niemców.

Wszystko zaczęło się w roku 1921, gdy powstała Knattspyrnusamband Íslands, czyli Islandzka Federacja Piłkarska. Jednak na pierwszy mecz reprezentacji przyszło poczekać do 29 lipca 1930 r. Islandia pokonała wówczas na wyjeździe Wyspy Owcze 1:0. Federacje piłkarskie obu nacji nie były jeszcze wówczas zrzeszone w FIFA, a same kraje silnie związane z Królestwem Danii. Pierwsze spotkanie po włączeniu Islandii w struktury FIFA odbyło się 27 lipca 1946 r. - Islandia w stołecznym Reykjavíku przegrała z Danią 0:3.

fifa.com

Duet Lars Lagerbäck oraz Heimir Hallgrímsson stworzył przez pięć lat świetną drużynę - Gylfi Sigurðsson, Kolbeinn Sigþórsson, Birkir Bjarnason i koledzy przeszli niezwykłą drogę od miejsca 112. (rok 2010) do 34. w rankingu FIFA (najwyższe ze wszystkich nordyckich krajów). Obecna seniorska drużyna oparta jest na utalentowanej ekipie U-21, która w 2011 awansowała na mistrzostwa Europy w Danii.

Lagerbäck, dla którego Euro we Francji jest siódmą (!) imprezą mistrzowską, w której prowadzi kadrę narodową, podjął już decyzję o rozstaniu się z islandzką reprezentacją po mistrzostwach i przejściu na zdecydowanie zasłużoną emeryturę. Heimir Hallgrímsson, który przejmie kadrę po Euro jako jej pierwszy trener, będzie musiał przerwać prowadzoną równolegle praktykę dentystyczną na wyspie Heimaey, aby w pełni poświęcić się piłce nożnej.

Islandzka kadra na swoja bazę wybrała górską miejscowość Annecy, która ma zapewnić zawodnikom poziom prywatności i ciszy porównywalny z tym, który znają ze swojej ojczyzny. Nie oznacza to jednak, że obyło się bez szoku poznawczego związanego chociażby z poziomem kontroli bezpieczeństwa wokół hotelu, w którym przebywa kadra. Kadrowicze podkreślają, że jest to coś czego nie znają na Islandii. "Przywyknęliśmy do większej wolności i mniejszej kontroli" - podkreśla Kári Árnason. Mówi to mieszkaniec kraju, w którym jeszcze do niedawna nie zamykano domów na klucz, a przy locie samolotem na krajowej trasie nadal nie prowadzi się absolutnie żadnej kontroli bezpieczeństwa, a przy odbieraniu karty pokładowej podane nazwisko przyjmuje się na wiarę - nie potrzeba okazywać żadnego dokumentu. Podróż na pokładzie Flugfélag Íslands przypomina pod tym względem bardziej podróż autokarem niż samolotem.

Otwarta kabina De Havilland DHC-6 Twin Otter w trakcie cywilnego lotu z Akureyri na Grímsey (jedyne miejsce na Islandii znajdujące się za kołem podbiegunowym).

W ramach "dziennikarskiego obowiązku" wspomnę jedynie, że najwyższe zwycięstwo kadra Islandii odnotowała w meczu z sąsiadami z Wysp Owczych - w Keflavíku w roku 1985 padł wynik 9:0 (kadra farerska nie była wówczas uznawana przez FIFA ani UEFA). Farerczycy w ramach rewanżu pokonali 10 lat później San Marino 3:0.



Laugardalsvöllur - narodowy stadion Islandczyków w Reykjavíku mieszczący 15 tysięcy widzów położony w pięknym kompleksie parkowym. Tak, tak - wbrew stereotypom mają tam nawet drzewa!

Islandzka kadra rozegra jeden ze swoich meczów na podparyskim Stade de France mogącym pomieścić 81 tysięcy kibiców.


Stojący przed stadionem pomnik poświęcony pamięci Alberta Sigurðura Guðmundssona - pierwszego profesjonalnego islandzkiego piłkarza. Na przełomie lat 40 i 50-tych minionego wieku grał on na pozycji pomocnika w takich klubach jak Glasgow Rangers, Arsenal Londyn, A.C. Milan (strzelone dwie bramki) czy Racing Paris, z którym zdobył Puchar Francji i strzelił 31 goli w 69 spotkaniach. Karierę rozpoczął i zakończył w Valur Reykjavík.

Eiður Guðjohnsen, rekordzista pod względem zdobytych dla kadry goli (25 w 81 meczach), strzelec 66 bramek dla Chelsea i 19 dla Barcelony, miał więc godnych poprzedników. Mimo 38 wiosen na karku, ten chyba najszerzej rozpoznawany islandzki piłkarz znalazł miejsce w kadrze na Euro. Mając zaś 17 wiosen wystąpił w towarzyskim meczu z Estonią. Spotkanie rozegrane 24 kwietnia 1996 r., które Islandia wygrała 3:0, przeszło do historii za sprawą zmiany - młody Eiður wszedł w trakcie spotkania za swojego ojca Arnóra. Był to pierwszy w historii futbolu przypadek, aby w jednym meczu międzypaństwowym wystąpił ojciec i syn. Czujny czytelnik zada sobie w tym momencie pytanie: dlaczego Eiður nie używa więc patronimu Arnórsson? Odpowiedź jest dość prosta - Eiður należy do nielicznej części islandzkiej populacji, która nie stosuje nazwisk patronimicznych, lecz rodowe.

Kibicujmy więc Eiðurowi, Gylfiemu, Kolbeinnowi, Birkirowi* i reszcie ekipy (Islandczykom przykrość sprawia zwracanie się do nich po nazwisku). Trzymajmy kciuki i zakrzykujmy w przerwach między zagryzaniem stokfisza i żuciem hákarla:

Áfram Ísland! Strákarnir okkar!*


* - wiele bym dał za usłyszenie Darka Szpakowskiego łamiącego sobie język na próbie wymówienia nazwy Íslenska karlalandsliðið í knattspyrnu i Jacka Gmocha wymieniającego skład wyjściowej jedenastki Synów Wulkanów i Lodowców z uwagami w rodzaju "Guðjohnsen, fajny chłopaczek" 

* - w języku islandzkim wybuchowe spółgłoski (b, d oraz g) wymawia się w sposób "niewybuchowy". Kolbeinn więc to kolpejhn (pamiętacie preaspirację?), zaś imię Birkir wymawia się pyrkyr.

* - Strákarnir okkar - przydomek islandzkiej reprezentacji - Nasi Chłopcy

11 czerwca 2016

Maðurin við topphúgvuni

11 czerwca 1967 r. w Runavík na Eysturoy urodził się bohater naszego dzisiejszego wpisu. Bramkarz piłkarskiej reprezentacji Wysp Owczych, trener piłki nożnej, mistrz swojego kraju w gimnastyce, piłkarz ręczny, kierowca wózka widłowego w przetwórni ryb, człowiek w czapce z pomponem - Jens Martin Knudsen.

Knudsen w roku 2007 świętujący farerskie mistrzostwo z NSÍ Runavík

Knudsen przez siedemnaście lat stał na straży bramki farerskiej reprezentacji w piłce nożnej. Debiutował w roku 1988 (gdy reprezentację Farojów uznała FIFA) w islandzkim Akranes. Za jego wybitny mecz uchodzi, rozpamiętywane na Wyspach jak "nasz wspaniały mecz na Wembley", spotkanie z Austrią zakończone sensacyjnym zwycięstwem Farerów 1:0 (dzięki jego skutecznym interwencjom, mimo nieustającej austriackiej nawały, bramce Torkila Nielsena i motywacyjnej przedmeczowej przemowie islandzkiego trenera Pálla Guðlaugssona). Wrześniowe spotkanie z roku 1990 było pierwszym w historii farerskiej reprezentacji meczem o punkty. O obecnej nowoczesnej infrastrukturze sportowej Wyspiarze mogli wówczas jedynie marzyć, dlatego spotkanie eliminacji Euro 1992 rozegrano w szwedzkiej Landskronie.


Do tego niezwykłego meczu na pewno powrócę w jednym z kolejnych wpisów. Nadmienię tylko, że w pełni profesjonalnej kadrze Austrii nosa utarła jedenastka złożona z samych amatorów. Bramki strzegł wówczas kierowca wózka widłowego na pół-etatu szalejący na terenie przetwórni ryb w Fuglafjørður. Jedynego gola strzelił przedstawiciel handlowy firmy z branży budowlanej, a po godzinach trzykrotny szachowy mistrz Farojów. Zaś przed meczem, pełna skromności i szacunku dla przeciwnika austriacka gwiazda Toni Polster w rozmowie z dziennikarzem farerskiego radia wieszczył zwycięstwo swojej drużyny 10:0. Czyż nie za to kochamy futbol?

Radości po meczu z Austriakami nie było końca

Po raz kolejny na Farerskich Kadrach pojawia się polski wątek. Jens Martin Knudsen po raz 65. i ostatni stanął między słupkami w meczu farerskiej reprezentacji 14 maja 2006 roku w spotkaniu z Polską rozegranym na stadionie Amiki Wronki. Knudsen wyjmował piłkę z siatki czterokrotnie po strzałach Mili, Rasiaka i Saganowskiego. Farerscy napastnicy nie wykazali się podobną skutecznością, a Polacy przysłowiową gościnnością - mecz wygrali nasi reprezentanci 4:0.

W czasie swojej bogatej 23-letniej kariery Jens Martin Knudsen zdobył tytuły Bramkarza Roku na Wyspach Owczych (1997, 2001, 2002, 2007), Bramkarza Roku na Islandii (1998) i Zawodnika Roku na Islandii (1999). Największe sukcesy klubowe osiągnął z NSÍ Runavík, w barwach którego dwukrotnie zdobył puchar Wysp Owczych (1986, 2002) i raz mistrzostwo farerskiej ligi (2007).


W tytule i we wstępie dzisiejszego wpisu wspomniałem o "człowieku z czapką z pomponem", tak bowiem powszechnie kojarzy się Knudsen czy nawet ogólnie farerski futbol. Po słynnym meczu z Austrią doszło nawet do kuriozalnej sytuacji - spotkanie farerskiej ligi Sørvágur - NSÍ oglądało w roku 1991 więcej obcokrajowców niż Farerczyków. Ciekawscy turyści i dziennikarze pragnęli tylko jednego - fotki słynnej czapki... A tak naprawdę zwykłej wełnianej narciarskiej czapki Adidasa, z niebieskimi literami zaklejonymi taśmą. Knudsen kupił ją w roku 1981, po tym gdy w meczu juniorów po zderzeniu z innym zawodnikiem stracił przytomność i musiał zostać przetransportowany do szpitala. Aby zadowolić swoją matkę i lekarza (który nalegał, by młody Jens Martin uprawiał futbol w kasku - sic!), zaczął wówczas grać w czapce, którą po kilku latach uznał za swój talizman boiskowego szczęścia i przywdziewał przed każdym meczem. Nie spodziewał się jednak, że za niespełna 10 lat czapeczka ta będzie w oczach świata określać całą jego długą i bogatą karierę.

Kojarzę tylko bramkarza. Nie znam go, wiem tylko o jego czapce.

Thierry Henry w roku 2004 przed wyjazdowym meczem z Wyspami Owczymi o drużynie gości

Postrzeganie Jensa Martina Knudsena jedynie przez pryzmat, dość nietypowego jak na bramkarza, nakrycia głowy jest daleko idącym i krzywdzącym uproszczeniem. Knudsena ciężko oczywiście porównywać do Petera Schmeichela czy Oliviera Kahna. Nie grał nigdy w najlepszych zespołach świata (mimo, że po meczu z Austrią komentator BBC namawiał Sir Alexa Fergusona na ściągnięcie Knudsena na Old Trafford, ostatecznie z Brøndby trafił tam właśnie Schmeichel). Nie rozegrał porywających finałów Ligi Mistrzów czy Mistrzostw Świata. Jest jednak na Wyspach traktowany z wielkim szacunkiem, jego kariera idealnie bowiem pokazuje ewolucję jaką przeszedł farerski futbol i farerscy piłkarze. Od pełnego amatorstwa (ale profesjonalnego podejścia do meczów, mimo braku zawodowych kontraktów), szutrowych boisk, meczów poza FIFA i UEFA, do nowoczesnych kompleksów futbolowych jak chociażby tórshavnarski Gundadalur z narodowym stadionem Tórsvøllur na 5 tysięcy kibiców (a więc zdolnym pomieścić niemal 10% całej farerskiej populacji). Obecnie niemal każda farerska mieścina, która może zebrać wśród swoich mieszkańców dwie "jedenastki", posiada boisko ze sztuczną murawą. Niekiedy w baaaaardzo nietypowych miejscach. Doprawdy, miłość Farerczyków i Farerek do piłki kopanej nie zna granic.


Jens Martin Knudsen, Torkil Nielsen i reszta ekipy z początku lat 90. doczekała się godnych następów. Gunnar Nielsen zagościł między słupkami Manchesteru City w derbach miasta (na stadionie jego grę obserwowało więcej kibiców niż mieszkańców liczy jego ojczyzna), a progi seniorskiej kariery przekracza właśnie Brandur Olsen.

It’s easy being Famous in the Faroes. Despite having your picture in the paper, and being talked about in the press, it doesn’t easily get the Faroese people starry-eyed. You are one of many and not more important than anyone else. The Faroese know what’s going on in my life and they don’t feel the need to ask about it. There are no strangers staring at me or stopping me in the streets. I don’t have to go around smiling and shaking people’s hands.

Jens Martin Knudsen, za książką "The Bobble Hat Goalkeeper" i havnar.blogspot.com

Sporo faktów za książką "The Bobble Hat Goalkeeper" Uni Holma Johannessena, która ukazała się w roku 2012 nakładem wydawnictwa Sprotin.

7 czerwca 2016

Zrozumieć Kunoy


Kunoy - jedna z dwóch zamieszkanych obecnie osad na wyspie Kunoy. Wioska, którą jako "swoje miejsce na Ziemi" określa 70 Farerczyków.

Widoczny w tle kościół zbudowano w 1867 roku. Aby sfinansować ołtarz i kościelne srebra, miejscowi rybacy oddawali po jednej rybie z każdego połowu.


Leżąca po drugiej stronie wyspy osada Skarð pozostaje niezamieszkana od blisko stu lat. Tragicznego dnia poprzedzającego bożonarodzeniową Wigilię roku 1913 wszyscy mężczyźni zamieszkujący osadę zginęli podczas połowu.

Ten mały wszechświat łączy z resztą archipelagu jedynie wąski, nieoświetlony, ponad 3 km tunel wydarty naturze w roku 1988.

Ilekroć coś wyda ci się dziwne, przypomnij sobie, gdzie jesteś, i zamiast się dziwić, spróbuj zrozumieć.

Janusz Andrzej Zajdel – Paradyzja

4 czerwca 2016

Zabiegane Faroje

Ze świata sportu: w Tórshavn odbył się dzisiaj maraton. Właśnie kończy się ceremonia wręczania nagród. Zwycięzcą w tegorocznej edycji został Martin Gravesen, zaś wśród pań triumfowała Krista Nielsen. I tym razem nie udało się pobić rekordu trasy z roku 2004 - 2 godzin, 49 minut i 6 sekund, choć pan Martin był blisko. Równolegle z maratonem odbył się również półmaraton oraz przemarsz na dystansie 21 km. Na trzech trasach pojawiło się łącznie 540 uczestników.


Okolice startu i mety - portowe zabudowania Tórshavn przy Undir Bryggjubakka* z obowiązkowymi żonkilami w kadrze

Ponad 42 km trasa prowadziła głównie po ulicach stołecznego Tórshavn sięgając jednak aż do malowniczo położonego Kaldbaksbotnur, do którego prowadzi taka oto droga wzdłuż fiordu:



Na długodystansowców (w narzeczu tubylców langrenning), którzy spróbowaliby swych sił na farerskich asfaltowych nitkach czeka w tym roku jeszcze półmaraton na Vágar, którego trasa przebiega przez wszystkie wołarskie miejscowości. Start na początku września w Gásadalur, truchtem przez tunel (1400 metrów), Bøur, Sørvágur, obok lotniska, Miðvágur do mety przy kościele w Sandavágur.

Dla niezdecydowanych kilka kadrów z trasy:


Przed startem warto odprężyć się podziwiając chociażby skryte pod chmurami Mykines.



Opuszczamy Gásadalur pnącą się w górę drogą, która zaraz zniknie w tunelu.



Niesforni kibice na trasie.



Panorama w drodze do Bøur, na której podziwianiu sporo zawodników straci cenne godziny. Ale czy ktokolwiek ma tu powody do pośpiechu?



Kryjące się za którymś z kolejnych zakrętów Bøur nadal przed nami, w oddali widoczne Sørvágur.



Bøur cieszące się widokiem na niezwykłe Tindhólmur.



Miłaje wita!



Meta przez kościele w Sandavágur. I znowu żonkile!


* - Undir Bryggjubakka - Pod Wałem (bakka) przy Nabrzeżu (bryggja), czytamy undyr brydżubaka